Nieznajomy

Nieznajomi z Gadu-Gadu przesyłają wiadomości

Nauczyciele z N-K spamują:

Pomoc dla córeczki Rafała Kruszyńskiego:
Przeczytaj chociaż polowe i prześlij wszystkim na swojej liście. To nie jest łańcuszek, po pierwszych 3 zdaniach będziesz wiedzieć o co chodzi: Przeczytaj uważnie! Jeśli usuniesz ten list… będzie to oznaczać, ze naprawdę nie masz serca. Cześć, jestem 23 letnim ojcem. Ja i moja zona mieliśmy razem cudowne życie. Bóg pobłogosławił nas także dzieckiem. Nasza dziesieciomiesięczna córka ma na imię Wandzia. Niedawno lekarz wykrył raka mózgu w jej malutkim ciele. Jest tylko jedna droga, aby ja ocalić … operacja. To przykre, ale nie mamy dość pieniędzy na operacje. “Epuls” i “Onet” zgodziły sie nam pomóc. Jedyny sposób w jaki mogą to uczynić polega na tym, ze ja wysyłam ten list do Ciebie, a Ty wysyłasz go dalej, do innych ludzi. “Onet” sprawdza ile osób dostało list. Każda osoba, która otworzy i prześle list dalej , do co najmniej trzech osób, podaruje nam 32 centy. Proszę, pomóż nam ! jeśli wyślesz tą wiadomość do 11 osób, na Twoim profilu pojawi sie fajny znaczek

październik 3, 2008 - Opublikował/a nieznajomy | Spam www | | 1 komentarz

1 komentarz »

  1. Omawiany list stanowi dobry przykład dość popularnej grupy łańcuszków pseudocharytatywnych, w których prosi się o pomoc dla (zwykle najzupełniej nieistniejącej) dzieciny chorej na raka lub inną ponurą przypadłość. Takie e-maile żerują na najlepszych odruchach ludzkiego serca, któż z nas nie wzruszy się opowieścią ojca zrozpaczonego chorobą swojej córeczki. Ci najbardziej zatwardziali zostają zresztą upomnieni: Jeśli usuniesz ten list … będzie to oznaczać, że naprawdę nie masz serca. Kto przyzna, nawet przed samym sobą, że nie ma serca?! Dodatkowo treść wzmocniona jest roztkliwiającym zdjęciem.

    W e-mailu kryje się też inny haczyk – “wielka rzecz tanim kosztem”: po prostu bez żadnego wysiłku okażę się dobrym człowiekiem, nie ruszając się z miejsca, uratuję czyjeś życie, moi znajomi dowiedzą się, że “mam serce”.

    Historyjka podana w liście została po prostu zmyślona przez jakiegoś “dowcipnisia”, który zainicjował replikację kolejnego listu-łańcuszka… Całość zresztą nie ma za wiele sensu:
    George Arlington, ojciec dziecka chorego na białaczkę podobnie jak jednorożce, dobre wróżki i potwór z Loch Ness jest bytem fikcyjnym,
    i taki też status ma owe dziecko,
    dlaczego “jedyny sposób” na ratowanie dziecka polega na rozsyłaniu niejasnych listów? dlaczego nie podano np. żadnej strony WWW, na której można by znaleźć dodatkowe informacje i np. numer konta?
    AOL i ZDNET nie są zaangażowane w taką akcję łańcuszkową (ani w jakąkolwiek podobną),
    jakby to wyglądało? tutaj dziecko umiera, a poważne firmy płacą za zaśmiecanie Sieci i rozprzestrzenianie jakichś podejrzanych listów-łańcuszków,
    zresztą nie ma żadnej technicznej możliwości, by firma AOL mogła “sprawdzić, ile osób dostało” list, w jaki niby sposób amerykański dostawca usług internetowych mógłby policzyć, ile razy takiego e-maila – przetłumaczonego na polski! – przesłali sobie polscy internauci?! (no dobrze – paranoicy, proszę notować – może leży to w zasięgu możliwości CIA…, ale ta firma nie zajmuje się dobroczynnością).

    Jak widać wystarczy odrobina zdrowego rozsądku, by stwierdzić, że taki e-mail to głupi żart. No tak, ale łatwiej jak pies Pawłowa bez wykorzystania wyższych funkcji mózgowia kliknąć odruchowo przycisk “Forward”. Niestety tak już jesteśmy skonstruowani, fakt ten będzie bezlitośnie wykorzystywane przez listy-łańcuszki i inne wirusy umysłu.

    Jeśli naprawdę chcesz okazać serce, to zamiast rozprzestrzeniać duby smalone wspomóż prawdziwe dzieci cierpiące na białaczkę – patrz na przykład Fundacja Urszuli Jaworskiej. Niestety będzie to od ciebie wymagało nieco większego wysiłku niż kliknięcie myszką… przynajmniej kilku ruchów długopisu na blankiecie przekazu i wyciągnięcia portfela…

    Comment - autor: edaw | styczeń 27, 2009 | Odpowiedz


Dodaj komentarz